OBIERAMY CEL

Magurka Wilkowicka (909m n.p.m.) to jeden z bardziej popularnych szczytów Beskidu Małego (czwarty co do wysokości szczyt tego pasma). Jego zaletą jest gęsta sieć szlaków turystycznych, dość duże schronisko oraz atrakcyjna panorama z polany podszczytowej: widać stąd zarówno szczyty Beskidu Śląskiego (Skrzyczne, Klimczok), pozostałe szczyty Beskidu Małego oraz pasmo Beskidu Żywieckiego (Pilsko, Wielką Raczę czy Babią Górę).

FORMUJEMY GRUPĘ

W podróż wybieramy się w mieszanym składzie: towarzyszy nam zaprzyjaźniony ojciec dwójki dzieci oraz młodszy brat męża (łącznie z nami grupa liczy 10 osób, w której mamy dwoje dzieci 10letnich, dwoje 8letnich, 6latka i 3letniego Himka). Zbiórkę ustalamy na godzinę 7.00 rano na przykościelnym parkingu w bielskiej dzielnicy Straconka (tzw Straconka Kościół/Górska). Stąd właśnie wyruszymy wraz ze świtem zielonym szlakiem w kierunku naszego szczytu (optymalny czas przejścia to 1h 30minut).

BAJKOWA PODRÓŻ

Trudno będzie fachowym językiem opisać przebieg naszej trasy ku szczytowi. Wkrótce po tym, jak wyruszyliśmy, okazało się, że aura nie będzie naszym sprzymierzeńcem tego dnia: tuż po godzinie 7 rano nadciągnęły nad ten rejon Bielska ciężkie szaro – sine chmury, które całkowicie przesłoniły wschodzące jeszcze słońce i tak już królowały na niebie do końca naszej wędrówki. W efekcie takiego układu sił, podróż na szczyt Magurki ograniczała się do starannego pilnowania znaków umieszczonych na drzewach oraz cierpliwego znoszenia kaprysów przyrody, która serwowała nam tego dnia i śnieżycę, i mgłę, i wiatr potęgujący spotkanie z zimą rodem z jakiejś „krainy lodu”. Szlak niemal cały czas biegnie szerokim, dobrze ubitym traktem i ma łagodny charakter, co przy kilkucentymetrowej warstwie śniegu leżącej pod naszymi stopami, stanowiło korzystne warunki do spokojnej i nieforsującej wędrówki. Większość trasy przeszliśmy lasem: zielony szlak biegnie w rejonie Przełęczy Przegibek, dwukrotnie przecinając szosę w kierunku Międzybrodzia Bialskiego prowadzi nas stokiem Sokołówki (858m n.p.m.) w stronę łącznika dla szlaku czerwonego z Mikuszowic i zielonego, którym się poruszaliśmy tego dnia. Jest to krótki odcinek szlaku, na którym mieliśmy szansę (będąc na odsłoniętym terenie) obejrzeć panoramę terenów Bielska i Wilkowic, ale jedyne, co zobaczyliśmy wtedy to … mgłę: widoczność ograniczała się dosłownie do kilkudziesięciu metrów i jedyne, co można było podziwiać (a z pewnością i to było warte uwagi) to oszronione gałęzie jagodowych krzaczków oraz wyniosłe choinki całkowicie oprószone śniegiem zmrożonym za sprawą minusowej temperatury. Tutaj właśnie (na około 30 minut przed schroniskiem) wiatr daje nam się najmocniej we znaki i zniechęca jednego z naszych chłopców do dalszej podróży. Obietnica odpoczynku w ciepłym budynku staje się jednak dużą motywacją i w otoczeniu napływających nad szczyt ponurych chmur (znowu sypiących śniegiem), po ponad dwugodzinnej wędrówce (zapomniałam dodać: na trasie zaliczyliśmy górkę i zjazdy na tzw „dupolotach”) – docieramy do schroniska na Magurce.

SCHRONISKO I DROGA POWROTNA

Schronisko PTTK na Magurce powstało w 1903 roku. W obecnej formie budynek schroniska został oddany do użytku w 1974 roku i w stanie niemal niezmienionym funkcjonuje do dzisiaj. Można tutaj skorzystać ze stołówki (czynna codziennie od 9.00 – 19.00; dostępne są takie dania ciepłe jak np. jajecznica, zupy, naleśniki, zapiekanki, dania mięsne, a dla spragnionych ciepłego piwa - grzańce), z kącika do samodzielnego przygotowywania potraw oraz z bazy do uprawiania narciarstwa biegowego.

Po ogrzaniu się, osuszeniu części garderoby i posileniu, dzieci urządziły na polanie przed schroniskiem bitwę na śnieżki, skorzystały z maleńkiej górki kontynuując spontaniczne i radosne korzystanie ze ślizgaczy, po czym obraliśmy kierunek powrotny na Straconkę – tym razem szlakiem żółtym przez Rogacz (828m n.p.m.). W podmuchach porywistego wiatru i w gęstej mgle na szczycie, rozpoczęliśmy zejście, mijając po drodze kilka zabudowań i sklep (!). Na szczycie Rogacza spoglądamy tylko na Chatkę Studencką i ustawione tuż przy drodze kapliczki. Podobnie jak poprzedni szlak, tak samo i żółty prowadzi nas szerokim górskim traktem. Od początku zdaje się być bardziej stromy. Ze względu na przejaśnienia cieszy nas oglądana panorama wschodniej części Bielska, spoza chmur wyłania się też Chrobacza Łąka i Szyndzielnia, więc nie tracąc chwili biorę do ręki aparat i pracuję. Szlak ten jednak daje mi się we znaki: pod warstwą śniegu kryje się pokrywa lodu, na której niestety kilkakrotnie wylądowałam i tym samym zebrałam (niechlubnie) największą liczbę upadków z całej naszej grupy.

PODSUMOWANIE

Rzadko bywamy w Beskidzie Małym. Przyznam szczerze, że Beskid Śląski i Żywiecki wydają mi się znacznie bardziej atrakcyjne. Tym razem wracam jednak z bagażem wspaniałych wspomnień i z całą pewnością przyjedziemy tutaj ponownie , kiedy tylko nastaną cieplejsze dni (choćby po to, żeby porównać trasę zimową z kolejną, którą zrealizujemy). Dwa wybrane przez nasz szlaki nie wyczerpują możliwości zdobycia tej góry, a dostępna m.in. na stronie schroniska informacja o rozległej panoramie na Beskidy kusi obietnicą wielu estetycznych wzruszeń i świetnych kadrów do zatrzymania.