Sporo pytań, pojawiło się ostatnio w związku z publikacją jednej z moich fotografii. Jest mi niezmiernie miło, że aż tak ciepło została przyjęta! Pytania dotyczyły koncepcji, techniki wykonania i parametrów. Szybciutko odpowiadam.

Jamka nad Zmarzłym Stawem

Pomysł na fotografię zrodził się kilka lat temu. Podczas zimowego wypadu, musieliśmy awaryjnie spędzić noc w górach. Zmęczenie i ciężkie warunki nie pozwalały na dalszą wędrówkę, więc zadecydowaliśmy, że bezpieczniej będzie wypocząć i wyruszyć rano. Pogoda była litościwa, toteż nie było potrzeby robienia jamy śnieżnej. Uformowaliśmy tylko skromną palisadę ze śniegu, posililiśmy się i wskoczyliśmy do śpiworów. Mimo zmęczenia, ciężko było zasnąć. Wychylałem więc od czasu do czasu głowę i spoglądałem w górę. W pewnym momencie odsłoniło się niebo i ukazał spory połać gwieździstego firmamentu. Był nów, a sklepienie nie zostało skażone żadnymi zanieczyszczeniami świetlnymi. Byliśmy tylko my, góry i niebo pełne gwiazd. Wyglądało to niesamowicie!  Leżąc w śpiworze, marzyłem, żeby kiedyś uwiecznić taką scenę. Udało się to po dwóch latach.

Dzień przed wyjazdem, spoglądając na prognozy wiedziałem, że może się udać.  Spakowałem więc w moją 95tkę cały potrzebny sprzęt i ruszyłem wraz z dwoma kompanami do Zakopanego. Padło na Halę Gąsienicową. Pierwszy dzień zleciał na rekonesansie po okolicy w celu znalezienia odpowiedniej miejscówki (z tego dnia fotografia po prawej). Na grani nie było wystarczająco dużo śniegu, żeby zrobić odpowiednią jamę, dlatego drugiego dnia wybraliśmy się pod Zawrat, nad Zmarzły Staw. Tu z uwagi na ukształtowanie terenu, śniegu jest sporo. Po wybraniu bezpiecznego miejsca, przystąpiliśmy do kopania jamy.  Po godzinie uznałem jednak, że jest to kiepskie miejsce i efekt może być niesatysfakcjonujący. Postanowiłem założyć kolejny wykop, kilka metrów dalej. Tutaj było już idealnie . Nie miałem potrzeby zagłębiać się jak wcześniej, a i drugi plan wyglądał znacznie lepiej.  Pozostało odpowiednio uformować wejście (musiało być spore), utwardzić teren pod statyw (wcale nie jest to takie proste w świeżym śniegu!) i nacisnąć spust migawki.

Beskid

Fotografia została wykonana przy użyciu Nikona D610 i obiektywu Samyang 14/2.8 (uwielbiam to połączenie!). Składają się nań dwa kadry pokryte ze sobą w ok. 30%. Dolny, poszedł przy 2.8/10sek/ISO3200, górny 2.8/30sek/ISO800. Sam się zdziwiłem, że bohaterka wyszła tak ostro przy takim czasie! Prócz palnika, który oświetlał scenę, wewnątrz jamki, znajdowała się czołówka ustawiona blaskiem w kierunku maty. Drugą czołówką doświetlałem twarz Wioli, ale tylko przez kilka sekund. Od razu nadmienię, że prób było wiele. Z górnym kadrem, sprawa była prostsza. Wystarczyło tylko ustawić odpowiednio czasy i strzelać. Widoczność była znakomita, a pomógł temu schowany za horyzontem 50% księżyc (niestety nie do spożycia) oraz spory dystans od aglomeracji miejskich. Prócz wszystkim dobrze znanego Oriona i Plejad, po prawej stronie fotografii można dostrzec galaktykę M31 - słynną Andromedę, ale i również szczątkowo M33 i słabe światło zodiakalne (tutaj wielkie dzięki za uświadomienie mnie Dariuszowi Bobakowi). Tyle o parametrach i świetle. Pozostaje mi tylko zachęcić do eksperymentowania. :)

Do zobaczenia na szlaku,

MMaciejowski